KARIERA POLITYCZNA

x

Mówiąc o ojcach polskiej niepodległości, jak również o ekipie, która decydowała o losach naszej odrodzonej ojczyzny zaraz po pierwszej wojnie światowej, wiele osób wymienia Piłsudskiego i Dmowskiego. Oczywiście nie ma w tym niczego błędnego, jednak zbyt wiele osób zapomina o Ignacym Janie Paderewskim, którego zaangażowanie polityczne w USA było dopiero początkiem kariery, której pewnie i on sam nie do końca się spodziewał. Paderewski robił co mógł, by pomóc Polsce w odzyskaniu niepodległości. Nie wyobrażał sobie bycia w innym miejscu na świecie, kiedy ów sen zaczął się spełniać.

Przemarsz Ignacego Jana Paderewskiego do Hotelu Bazar, Poznań 26 grudnia 1918 r.

Pod koniec 1918 roku, na pokładzie brytyjskiego krążownika HMS Concord, Ignacy przybył do Gdańska i ruszył… wcale nie do Warszawy. Zaczął od Poznania, w którym wówczas się gotowało i w którym niemieckie wojska miały się całkiem nieźle. Aż do 26 grudnia, kiedy wieczorem, z okna hotelu Bazar, Paderewski przemówił do tłumu. Skąd ten tłum się wziął? Pobyt Ignacego w mieście nie był tajemnicą, choć było to bardzo nie na rękę niemieckim władzom. Dziś wiemy, że całkiem słusznie się obawiali. Bowiem Polacy chcący zobaczyć swojego rodaka-celebrytę, usłyszeli tego wieczora mowę patriotyczną tak wzruszającą, tak piękną, że ludzie oszaleli. Pozytywnie. Zaczęło się wywieszanie polskich flag, czego już Niemcy nie znieśli. Zaczęli następnego dnia zrywać i znieważać flagi, a nawet strzelać w okna hotelu Bazar, gdzie przebywał nasz bohater. Nie wiemy, co chcieli w ten sposób osiągnąć, ale prawdopodobnie nie to, co się w kolejnych dniach wydarzyło – wybuchło Powstanie Wielkopolskie. Zakończone polskim sukcesem!

Sposób w jaki Ignacy wywołał patriotyczny szał wśród rodaków, których wbrew pozorom sporo dzieliło, musiał zrobić wrażenie na naszych politykach. W czasach gdy rządzący byli skłóceni jeszcze mocniej niż rodacy, a losy kraju wcale nie były pewne gość, który dzięki swojej popularności i niezszarganej opinii mógłby pogodzić prawicę i lewicę był na wagę złota. Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości co do pojednawczego potencjału Paderewskiego, to wiwatujący tłum witający go w Warszawie 1 stycznia 1919 roku, owe wątpliwości rozwiał. Ignacego uczyniono… premierem. Miał stworzyć rząd jedności narodowej i pogodzić ludzi, którzy na szczycie spierali się o kształt nowej polski. Czy mu się udało? Najprościej będzie stwierdzić, że średnio. Zacznijmy od pozytywnych aspektów:

Ignacy Jan Paderewski i Jan Karszo-Siedlewski w drodze do Paryża (27.05.1919) na stacji w Salzkamergud w Austrii; fot. Wielkopolskie Muzeum Niepodległości
Ignacy Jan Paderewski witany w Paryżu na dworcu Gare de l’Est.; fot. Wielkopolskie Muzeum Niepodległości

Bezdyskusyjnie najważniejszym wydarzeniem politycznym 1919 roku, była konferencja pokojowa w Paryżu, która miała ogarnąć obłędny bałagan po pierwszej wojnie światowej. Również kształt naszych granic miał tam zostać w dużej mierze ustalony. Naszym delegatem na tym politycznym szczycie był właśnie Paderewski. Oczywiście nie sam. W naszej dyplomatycznej ekipie był też między innymi Roman Dmowski. Panowie stworzyli zaskakująco zgraną ekipę. Na czym ta współpraca polegała? Musimy pamiętać jak obłędnie popularnym i cenionym człowiekiem był Ignacy – każdy chciał uścisnąć mu dłoń i zamienić z nim kilka zdań. Prezydent USA czy premier Wielkiej Brytanii nie byli wyjątkami. 

Paderewski wcale się przed wysoko postawionymi fanami nie krył – wręcz przeciwnie, chętnie z nimi rozmawiał, czarował wyszukaną gadką i ogólnie robił dobre wrażenie. I wtedy, zupełnie niespodziewanie wpadał Roman Dmowski, wytrawny polityk i sprytny dyplomata. Wykorzystywał moment emocjonalnego osłabienia rozmówców i próbował konkretnymi propozycjami ugrać jak najwięcej dla Polski. Czy się udawało? Czasem tak, bo w ten właśnie sposób duet Paderewski-Dmowski zapewnił Polsce włączenie w swoje granice wschodniej Małopolski. Jednak nie zawsze kończyło się to sukcesem. Nie udało się na przykład włączyć do kraju Gdańska, co okazało się pózniej kluczowe nietylko przy wybuchu II wojny światowej. Okazało się też decydujące jeśli chodzi o posadę naszego bohatera.

Już wcześniej zarówno lewica jak i prawica krytykowała premiera za różne decyzje oraz za „pantoflarstwo”, która to cecha miała nie przystawać osobie pełniącej tak ważną funkcję. O ile to drugie to jedynie sprawa wizerunkowa, nad którą można by było przejść obojętnie, tak nie ma co ukrywać, że Paderewski nie był najlepszym premierem w naszej historii. Jednak nie powinno to do końca dziwić. Został wybrany na to stanowisko, bo potrafił godzić ludzi, a nie podejmować ciężkie decyzje. Często robił to kierując się uczuciami, a na te nie ma w wielkiej polityce miejsca. Kulminacja zadowolenia, zarówno z lewej jak i z prawej strony, nastąpiła jednak po powrocie Ignacego z Paryża. Kiedy przedstawił Sejmowi wyniki rozmów to w kierunku naszego bohatera posypały się bardzo niemiłe zwroty. Czemu? Bo oczekiwano znacznie więcej, z Gdańskiem na czele. Czy narzekający posłowie byliby w stanie wywalczyć dla nas lepszy traktat? Raczej nie, ale nie przeszkadzało im to w narzekaniu tak uporczywym, że nie mogąc znieść potwornej krytyki, Ignacy Jan Paderewski  podał się do dymisji w grudniu 1919 roku.

Ignacy Jan Paderewski opuszcza konferencję pokojową w Paryżu, rok 1919; fot. UPPA/Photoshot
Prezydent Woodrow Wilson, marszałek Ferdinand Foch, Roman Dmowski i Ignacy Paderewski, obraz olejny Kazimierza Szmyta "Podpisanie układu wersalskiego", rok 1923; fot. Muzeum Niepodległości

Nie oznaczało to jednak końca przygody Ignacego z polską polityką. Niedługo po złożeniu urzędu, mianowano Ignacego na urząd, który ma najprawdopodobniej najdłuższą nazwę w dziejach. Paderewski został „Delegatem Pełonomocnym Republiki Polskiej na wszystkie konkrecje i wszystkie kongresy międzynarodowe i do ligi Narodów.” Jednak najpewniej nie zdążył jeszcze zapamiętać całej tej nazwy, gdy z urzędu zrezygnował. Czemu? Bo kraj był już niepodległy, tak jak sobie to wymarzył, jednak nie miał ochoty działać w polityce pośród coraz mocniej podzielonych stronnictw. Nie krył się z tym zresztą, koledze miał powiedzieć, że „nieszczęściem odrodzonej Polski było, że u jej kolebki stało dwóch wariatów –  Piłsudski i Dmowski.” W takiej atmosferze ciężko było pracować ceniącemu spokój artyście i w 1921 roku Ignacy zrezygnował. Był przekonany, że skupi się ponownie na karierze muzycznej i do polityki już nie wróci. Był jednak w błędzie.

Jeszcze przed wybuchem kolejnej, wielkiej wojny, pojawił się nieśmiały pomysł, by Ignacego uczynić… prezydentem. Idea taka zakwitła w porozumieniu Fort Morges, które po śmierci Piłsudskiego założył Ignacy wraz z Władysławem Sikorskim. Nazwa pochodziła od  szwajcarskiej miejscowości, w której rezydował Paderewski. Jeśli zaś chodzi o prezentowane poglądy, był to sprzeciw przeciwko rządom sanacji. Z ambitnych planów nic jednak nie wyszło i wyglądało na to, że polityka przestanie lada moment odgrywać jakąkolwiek rolę w życiu Ignacego Jana Paderewskiego. Jednak wtedy właśnie wybuchła II wojna światowa, a zmęczony politycznymi przepychankami w walce o spokojną Polskę Paderewski, uruchomił jakiś niesamowity dopalacz!

Ignacy Jan Paderewski i gen. Władysław Sikorski w Riond Bosson w czasie spotkania inaugurującego działalność „Frontu Morges” w 1936 roku; fot. Wielkopolskie Muzeum Niepodległości

,,Najważniejszą rzeczą w życiu jest świadomość spełnienia obowiązku. “

– Ignacy Jan Paderewski

Oczywiście nie chodzi o to, że Ignacy, mający już wówczas prawie 80 lat, złapał za karabin i pobiegł walczyć z Wermachtem. Nie. Wolał użyć sprawdzonej przed dwudziestu laty metody – ruszył w trasę po USA, by znów wykorzystując swoją popularność, zabiegać o pomoc swoim rodakom, których też starał się nie zostawić bez pomocy. Jeszcze przed wyruszeniem do Ameryki, pomógł polskim żołnierzom internowanym w Szwajcarii. Do Nowego Jorku przybył dokładnie w dzień swoich osiemdziesiątych urodzin, a oczekującym go dziennikarzom, z werwę godną dwudziestolatka, rzucił: „Nie przyjechałem tu na odpoczynek.” Plany miał więc ambitne, jednak siły nie tak niespożyte jak by sobie tego życzył. Zachorował szybko na zapalenie płuc i musiał przenieść się na ciepłą Florydę, by pokonać chorobę.

 Wrócił w 1941, jednak był już bardzo osłabiony. Pracował tak, jak najlepiej potrafił – pisał memoriały, spotykał się z ważnymi ludźmi, którzy byli jednocześnie jego fanami… nie udało mu się jednak zbyt wiele osiągnąć. Może z czasem odniósłby kolejny, dyplomatyczny sukces, gdyby nie bezlitosna natura. Paderewski znów zachorował na zapalenie płuc, którego już nasz bohater nie przeżył. Przeczuwając jednak co się zbliża, postanowił odejść w sposób godny showmana – poprosił o szampana! Wypił i zasnął, by już nigdy się nie obudzić. Był 29 czerwca 1941 roku. Do kraju jego szczątki wróciły dopiero 51 lat później.